czwartek, 6 grudnia 2007

KOŚCI CZAS


Na mikołajki dostałem kość wołową… Taka prasowana… ze skóry wołowej… No wiecie!!
taka soczysta… Mniam! Jest taka ogrrromna, że nie zdążyłem jej zjeść tego samego dnia… Ale już dosć! Nie będę opowiadał wam o soczystości mojej kostki, bo jeszcze zrobicie się głodni i zazdrośni! A tak naprawdę napisałem tego posta dlatego, że chciałem się podzielić z wami moim nowiutkim i bardzo kostnym wierszem:

Gdy kostkę się ma,
Szczęśliwość goni psa.
Pies gryzie ją i miętoli,
Aż mu z głowy się posypie masa soli.
Mięsko i warzywka, pies dla kosteczki rzuci,
„gdzie jest ta kość?” on tylko zasnuci.

3 komentarze:

niebieski misio pisze...

świetny wierszyk, ale gdzie zdjęcie kości i virtual pet???

Edzik pisze...

Zdjęcie kosteczki jest, jak nie zauważyłaś... a virtual dał mi się brzydki

Wera pisze...

Wierszyk bardzo mi się podoba jest extra